Pożar przy Armii Krajowej. Jedna osoba nie żyje, dwie w szpitalu
data: 2011-04-28 (09:21)
34-letni mężczyzna zginął w pożarze domu przy ul. Armii Krajowej. Dwóch innych w wieku 66 lat trafiło do szpitala. 16 strażaków walczyło z ogniem prawie 2 godziny.
Zgłoszenie do Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Pabianicach wpłynęło o godz. 0.08. Na miejscu pojawiło się 5 samochodów straży pożarnej i 16 strażaków.
- Pożar wybuchł na poddaszu. W chwili przybycia strażaków widać było dym - relacjonuje aspirant Michał Kuśmirowski z KP PSP w Pabianicach. - Strażacy podali dwa prądy wody i ewakuowali z budynku 9 osób.
W trakcie akcji gaśniczej ratownicy znaleźli na wersalce nieprzytomnego 34-letniego Adama H. Mężczyzna nie dawał oznak życia.
- Nie wiadomo czy 34-latek przed zaśnięciem był trzeźwy - mówi strażak. - Poszkodowanych w zdarzeniu zostało dwóch innych mężczyzn w wieku 66 lat, Henryk J. i Jan J.
66-latkowie najprawdopodobniej podtruli się tlenkiem węgla. Strażacy podali im tlen i zapewnili komfort psychiczny do przyjazdu pogotowia. Lekarz potwierdził zgon 34-latka.
- W pożarze spaliła się wersalka, pościel, fotel i półtora metra kwadratowego podłogi - wylicza aspirant. - Przypuszczalną przyczyną było zaprószenie ognia.
Mimo, że strażacy sprawdzali pogorzelisko kamerą termowizyjną, na miejsce zdarzenia musieli jechać jeszcze raz, bowiem zarzewie ognia pojawiło się jeszcze raz w drewnianej belce.
Oprócz strażaków i pogotowia na miejscu było też pogotowie energetyczne i aż 5 policyjnych radiowozów. Mundurowi będą prowadzić dochodzenie w tej sprawie.
To nie jedyny tej nocy pożar w mieście. O godz. 3.00 paliło się w drewniaku przy ul. Pułaskiego. Tym samym, w którym w ubiegłym roku w pożarze śmierć poniosła 3 -letnia dziewczynka.
- Tym razem na klatce schodowej ktoś podpalił tekturowy karton. Lokator zgasił go przed naszym przybyciem - informuje Kuśmirowski. - Interwencję przejęli policjanci.







dodaj swój komentarz Komentarze (2)
lumpy
wszystkie lumpy i pijaki powinny się spalić, na tej ulicy więcej jest takich,gdzie są odpowiednie organizacje czy muszą ginąć dzieci aby ktoś coś zrobił?wszyscy wiedzą że coś jest nie tak ale każdy udaje że nic nie widzi.no to do następnej tragedi.zamknąc ich w slamsach i niech żyją w swoim towarzystwie
znam tych sasiaduw bo tam chodze
w tresci artykulu jest maly blad janusz j. nie niema tak na nazwisko tylko nazwisko ma litere H znam dobrze tych ludzi bo tam czesto przebywam jeden z sasiduw niedawno byl zalany z tej samej przyczyny i teraz znowu wedlug mnie nalezy mu sie odszkodowanie po raz drugi w niedlugtim czasie