Koszmar w murach szkoły
data: 2010-10-20 (15:21)
Gdy nie przyniósł do szkoły pieniędzy był bity i zastraszany przez starszego o 3 lata kolegę z klasy. Gehenna 11-latka trwała kilka miesięcy. Przez ten czas jego oprawca "uzbierał" aż 2.500 złotych.
Skrywany od kilku miesięcy koszmar 11-latka trwałby prawdopodobnie nadal, gdyby nie fakt, że chłopak postanowił przerwać milczenie. Jego gehenna ze starszym o trzy lata kolegą z klasy zaczęła się w styczniu tego roku. 14-latek upatrzył sobie młodszego kolegę na ,,ofiarę", od której żądał przynoszenia do szkoły pieniędzy.
- Za każdym razem były to niewielkie kwoty rzędu od 2 do 5 złotych, jednak w ciągu kilku miesięcy uzbierała się pokaźna suma ponad 2500 złotych - informuje Joanna Szczęsna, rzecznik prasowy pabianickiej policji. - Zastraszany i szykanowany chłopiec przynosił pokornie żądane pieniądze.
Gdy z różnych względów nie mógł spełnić oczekiwań prześladowcy, był bity i szarpany. Starszy kolega zadawał mu ciosy po twarzy i brzuchu, po których nastolatek często odczuwał ból. Jednak po przyjściu do domu nie zwierzał się rodzicom z tego, co spotkało go w szkole. By zbyt często nie ,,obrywać" od swego oprawcy, nastolatek podbierał rodzicom pieniądze i pokornie zanosił je do szkoły.
- 14-latkowi było jednak ciągle mało i sukcesywnie żądał coraz to większych kwot pieniędzy - dodaje rzecznik. - Okres wakacji okazał się zbawienny dla 11-latka, gdyż na ponad dwa miesiące uwolnił się od swego ,,kata". Koszmar jednak powrócił, gdy 1 września zabrzmiał pierwszy dzwonek.
Starszy "kolega" ponownie zaczął szykanować i zastraszać młodszego kolegę, żądając od niego pieniędzy. Punktem kulminacyjnym ponad dziewięciomiesięcznej gehenny był dzień, gdy musiał oddać dostane od matki pieniądze na komitet rodzicielski. Wtedy postanowił przerwać zmowę milczenia i o swym dramacie opowiedzieć matce. Kobieta natychmiast złożyła zawiadomienie w komendzie policji.
- Policjanci przesłuchali nieletniego sprawcę, który nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Stróże prawa w trakcie prowadzonych czynności ustalili jeszcze jednego 11 latka, który padł ofiarą "przestępczych" poczynań 14-latka - opowiada policjantka. - Chłopiec zastraszony przez starszego kolegę, również musiał przynosić do szkoły gotówkę, którą oddawał prześladowcy.
Zebrany w sprawie materiał dowodowy został przesłany do sądu rodzinnego, który zadecyduje o dalszym losie nastolatka.







dodaj swój komentarz Komentarze (5)
Poprawczak, poprawczak
Jego zachowanie można zaliczyć jako patologiczne w tym samym stopniu, co nawoływanie do wyrywania mu nóg żywcem. Równie godne pochwalenia jest eliminowanie go spośród "normalnych" za to, że "gówniarz pochodzi z patologicznej rodzinki".
A swoją drogą kto z szanownych wysyłaczy do "poprawczaka" wie, ile łącznie wszystkie zakłady w Polsce mają miejsc dla wychowanków?
Gdyby prawo delegowania młodocianych dać takim skorym do natychmiastowego stosowania kary skrajnej, to już w połowie pierwszego dnia wszystkie miejsca na dziesięć lat do przodu byłyby zarezerwowane...
ciekawe...
gdzie od stycznia byli koledzy i koleżanki tego chłopaka. Przecież sytuacja działa się w klasie, inne dzieciaki muszą o tym wiedzieć. Czyżby gnojek zastraszył całą klasę, która ie miała odwagi powiedzieć o tym swoim rodzicom?
A może dzieci to mali egoiści i konformiści? Skoro nam nie robi krzywdy to jest ok, mamy spokój, a tamten niech się męczy?
A może któreś z dzieci powiedziało o tym swoim rodzicom, a ci po prostu sprawę zbagatelizowali?
Mam nadzieję, że ten 14-letni gnój odpowie za to co zrobił.
Zgorszenie
To się w głowie nie mieści:/
To pewnie gówniarz z jakiejś patologicznej rodzinki:/
Poprawczak na 100% tak jak kolega napisał.
Ja bym dodał do tego odpracowanie tej kasy w trakcie przebywania w poprawczaku i to z nawiązką.
Chłopak nie chciał powiedzieć i to zrozumiałe wstydził się o tym mówić.
I na koniec coś jeszcze zgadzam się że rodzice co niektórych dzieci sporadycznie z nimi rozmawiają. Mało tego nie potrafią wychować dziecka!!!!!!!!
mafia
niezły nieletni mafiozo,
a z drugiej strony to też dowód na to, że w naszych czasach chyba dzieci nie lubią rozmawiać o swoich problemach z rodzicami.
Inna sprawa, to co to za rodzice, że nie zauważyli, że coś jest z ich dzieckiem nie tak... na pewno wesoły to on ze szkoły nie wracał.