Chciał skoczyć z komina
data: 2010-03-23 (13:46)
Pięć godzin trwały negocjacje z desperatem, który w nocy z poniedziałku na wtorek chciał skoczyć ze 140-metrowego pofabrycznego komina w centrum Pabianic. Mężczyzna z komina zszedł sam – został przewieziony do szpitala.
Wszystko zaczęło się przed godz. 21.00. Dyżurny policji odebrał zgłoszenie, że na komin przy ulicy Grobelnej wspina się mężczyzna w jasnej kurtce. Informacje okazały się prawdziwe. Po kilku minutach na miejscu były już pierwsze zastępy straży pożarnej, pogotowie i policja. Mężczyzna wszedł na najwyższą część komina – 140 metrów nad ziemią – nie reagował na apele bliskich, którzy przez policyjny megafon prosili, by zszedł na dół.
Pół godziny później na miejscu był już policyjny negocjator. Jednak początkowo na próby nawiązania kontaktu desperat reagował bardzo agresywnie – obrażał policjantów i zrzucał z góry różne przedmioty. Mało brakowało, by ciężki metalowy pręt trafił stojących przy kominie strażaków.
Z każdą upływającą godziną mężczyzna stawał się coraz bardziej rozmowny. Na sugestię negocjatora, że każdy problem da się rozwiązać odpowiedział, że woli zginąć niż pójść do puszki, i że w tym kraju prawo jest tylko dla bogatych, do których on się nie zalicza.
W międzyczasie do ratowników dołączyli strażacy z Sieradza oraz z łódzkiej grupy wysokościowej. Ich pomoc na szczęście nie była potrzebna. Przed drugą w nocy mężczyzna zdecydował się zejść z komina. Został przewieziony do szpitala.
Na razie nie wiadomo, jakie były przyczyny jego desperackiego kroku. Nieoficjalnie mówi się, że mężczyzna mógł mieć problemy z prawem.
jc





dodaj swój komentarz Komentarze (0)