sobota, 19 maj 2012 () imieniny: Piotra i Mikołaja

Atak za atakiem

autor: gosc1 data: 2012-01-12 (15:58) To był sen, sen który się spełnia, a mianowicie rozpoczął się tak... Tej nocy miałem sen, którego nigdy nie zapomnę, był on o tym, że grałem z Robertem Więckiewiczem w Pokera, normalnie na karty, z tym, że tak jakby to ująć ja byłem z Robertem i przez cały sen my wygrywaliśmy pieniądze, a pula była tak wielka, że tamten facet rzucił na stół mieszkanie, w którym całe zdarzenie miało miejsce i je przegrał, na tym stanął sen.
Wstałem rano, otworzyłem kompa i chciałem sprawdzić ten sen, a ponieważ jestem przesądny, to chciałem sprawdzić jak opisany jest on w senniku.
Moje życie
Tyle na temat snu, ponieważ to opowiadanie o marzeniach chłopaka po 30-tce, który bardzo chce się dostać na Casting do programu, gdzie szukają tancerzy, o którym usłyszałem z telewizji, a ponieważ był on w Łodzi, to chciałem zatańczyć. I zatańczyłem na tym Castingu, ale jakim kosztem. Walcząc w życiu na każdym kroku, człowiek idzie przez nie i nie zdaje sobie nawet sprawy kiedy ma jakiś cel i chce go osiągnąć.
Cofnijmy się o jeden dzień, bo Moje Życie opisuje kilka godzin z soboty, którą chcę Państwu opisać, bo Casting był 8 stycznia tego roku, była sobota, a ja już głową byłem w szkole tańca w Łodzi. Następnego dnia, rano w niedzielę nie wiedziałem, do którego numeru zatańczę.
Jestem chłopakiem, który choruje na padaczkę od 1984 roku, z pełną dokumentacją medyczną, mam dziecko, ale matka zabrała je i wyprowadziła się ode mnie do innego - to jest mój życiowy dramat. Na dodatek nie mogę widywać małej ze względu na moją przypadłość, złożyłem wniosek o rentę, to go odrzucili, bo powiedzieli mi w ZUSie, że jestem zdolny do pracy i nie mam wypracowanych lat! Ale kiedy? - pytam każdego kto to czyta, kiedy? podczas tych ataków, o którym chcę Państwu napisać, co musiałem przejść i przeżyć, to zaraz Państwu opiszę.
Sobota, o której chcę teraz opowiedzieć zaczęła się, że wstałem i dalej szukałem utworu, do którego zatańczę, w ogóle nic nie wiedziałem, jak będę wyglądał, do którego utworu "wyskoczę", no nic. Lecz konkretne ciuchy wisiały już wyprane i porozwieszane po "chałupie". Ja latałem tylko do kompa i z powrotem i szukałem coraz to innego utworu. Miałem z czego wybierać, bo mój brat to D.J. PHONO i grał kiedyś na Nocnym Transie, to wybór miałem po prostu trudny. Ale z czego tu wybrać, gdy ma się ze 200 płyt do wyboru, miałem już pewien zarys, chciałem spróbować do Michaela Jacksona, może się uda! Może komuś się spodoba nim odpadnę zupełnie. Patrzyłem na formularze, które już ściągnąłem sobie z netu. Robiłem się coraz bardziej głodny bo od rana nie miałem nic w ustach, ale proszę sobie wyobrazić, że tak tego pragnąłem, że nawet głód mi przeszedł, kiedy szukałem następnych utworów, lecąc, jeden po drugim. Ocknąłem się wreszcie, że mam pusto w lodówce i trzeba szybko polecieć na rynek po barszcz biały, bo od dawna chciałem ugotować zalewajkę, taką dobrą, na boczku. Poszedłem więc na rynek, ten mały na Bugaju. Napisałem kartkę z zakupami i poszedłem. Wystartowałem więc, nie wiadomo dlaczego ubrałem białą przeciw-deszczówkę z białą bluzą pod spodem i jeansy. Wleciałem na rynek jak wiatr, zresztą jak zawsze. Docierając do celu, pomyślałem, po kupieniu właściwie już wszystkiego, że wypłacę trochę kasy, to parę złotych chciałem pobrać, nie doszło jednak do tego. Jeśli ktoś z czytelników ma choć trochę w głowie to, to jest ten moment, kiedy powinien już teraz sobie to wyobrazić.
Po kasę już nie doszedłem, ponieważ dostałem ataku. Silnego! Straciłem świadomość i upadłem na około 3 minuty może krócej.
Gdy się ocknąłem słyszałem tylko głosy gdzieś w tłumie: "On ma atak", "To padaczka, dzwońcie po pogotowie". Po otworzeniu oczu byłem w takim szoku, że myślałem, że jestem u siebie w domu, na balkonie. Docierało powoli do mnie, co się stało. Z boku głowy miałem skrzynkę z jabłkami, a dookoła mnie ludzie, którzy tak wybałuszali oczy, mniej więcej jakby zobaczyli UFO. Wziąłem więc plecak i uciekłem, wiedziałem, że w tym show wystąpiłem w pierwszoplanowej roli. Po drodze wszedłem jeszcze po żyletkę. W sklepie kosmetycznym poczułem, że płynie, kapie mi coś z nad oka, spojrzałem w lusterko i wiedziałem, że jest źle! Ale to do mnie nie docierało, bo idąc zaraz po ataku padaczki plecak leciał mi na ziemię, po prostu byłem jeszcze tak słaby, że palce odmawiały mi posłuszeństwa. Plecak z ręki mi wypadł 8-10 razy, wyszedłem więc chcąc jak najszybciej wrócić do domu gotując wreszcie zupę bo już miałem ją na końcu języka. Dotarłem wreszcie do domu, ale pod klatką zdałem sobie sprawę, że w domu nie mam barszczu białego, wiedziałem, że bez niego nici z zalewajki. Cofnąłem się więc po niego, nie zdając sobie sprawy jak wyglądam, przypominam jeszcze, że górę miałem białą. Po wejściu do domu wszedłem zobaczyć, jak to naprawdę wygląda na "żywo". To był szok gdy zobaczyłem siebie całego we krwi. Twarz, kurtka, bluza i najlepsze... rozcięty łuk brwiowy! Krew z twarzy ścierałem dobre pół godziny. Patrzyłem w lustro i powoli docierało do mnie, że to już jutro. Ten Casting! Nie wierzyłem, że dostałem akurat dziś atak. Dlaczego nie jutro popołudniu, bo wtedy było by już po wszystkim. Ale to zdarzyło się dziś! Czułem się jak "Terminator" w pierwszej części, kiedy naprawia sobie oko i rękę. Zacząłem ścierać krew. Była wszędzie! Potrzebne mi było z 10 wacików, które namaczałem i wyrzucałem i tak w kółko. To było straszne gdy obtarłem twarz z krwi i zobaczyłem jakąś kreskę nad lewym okiem, to był "ten" łuk brwiowy. Spokojnie nadawał się do szycia, na pewno na 2,3 szwy, ale pragnienie występu było tak wielkie, że ogarnęła mnie złość - dlaczego to właśnie ja? Dlaczego to ja mam takiego pecha? Zacząłem gotować zalewajkę. Musiałem jednak wszystko powoli kroić. Kiedy ją przygotowując przez dobre 3,4 godziny przez głowę przeleciało mi chyba całe życie. Następnego dnia była Wielka Orkiestra Jurka Owsiaka. Myślałem o tych maluszkach, które tak cierpią. Ten facet to wielki człowiek naszych czasów, choć i tak największy Polak to Jan Paweł II. Spoglądałem przez okno i sobotnie popołudnie mijało dalej, w oknie widziałem pana na wózku inwalidzkim, pchał go rękami, bo nie miał nóg. Myślałem wtedy dramat. Co tam mój łuk. Przylepiłem plaster, było nieźle. Bez szycia, przylepiłem plaster nawet nieźle wyglądał, bo kolor pasował do skóry. I tak przez te kilka godzin dochodziłem, dorabiałem coś więcej do zupy. W tym wszystkim przeszedł mi już głód, papieros, myślę o jutrze, co tam będzie i dochodzenie, dorabianie, bo w garnku gotowała się już zupka. Siedząc i spoglądając na moje trampki myślałem co założę na jutro. Miało być EXTRA! Zresztą jak zawsze skromnie, ale z klasą. Chciałem zaprezentować swój wizerunek i to było moje 5 minut, ale jak?! Ten łuk nie da mi spokoju, zrobiłem jednak zalewajkę, wyszła super. Posprzątałem więc wszystko na błysk i nalałem sobie ze 2 miski i dalej czekałem na utwór Jacksona, który jeszcze wtedy w sobotę na godzinę około 19:30 myślałem, że zatańczę, z 4 płytowego albumu wybrałem 1.
Teraz kiedy to piszę jest 11 stycznia, wieczór, leci kino Polsatu o 21:00, a ja śmieję się z tego, bo jeszcze o 15:00 rozmawiałem z dziewczyną z "Mojego Miasta", którą przy okazji tego opowiadania pozdrawiam i dzięki niej siedzę teraz i to piszę. Śmieję się dziś z tego i patrzę na rozwalone całe oko, a na dodatek fioletowe jak denaturat. Wreszcie ze zmęczenia skonałem i usnąłem. To wszystko to była sobota 7 stycznia.
Niedziela 8 stycznia to już dziś! No mogłoby tak zostać, nie było tak najgorzej, może nie będzie tak widać tej rany. Z trzech utworów, które zostały, to miał być ten jeden. Który? Kiedy dojechałem na miejsce była 12:30, można było wejść i jeszcze przećwiczyć, a ja myślałem, który?! (to ma być tan utwór). Gdy zrobili mi zdjęcie z numerem chętnego do udziału, wiedziałem, że "dopiąłem swego". Gdy wszedłem zobaczyłem sale do ćwiczeń, z salą pełną luster i będąc jeszcze w szoku, będąc pod wrażeniem co uczestnicy tam prezentują. Zacząłem więc ćwiczyć. Było dobrze. Na tyle, że zwróciłem uwagę wszystkich w sali, a było tam parę osób. Byłem spocony jak szczur. Ponieważ nie słyszałem, żeby ktoś tańczył do takiego bitu. Ci którzy byli w niedzielę na Starym Rynku w Pabianicach słyszeli te oldskule, które D.Je wymiatali po światełku, tak do 21:00 (pozdrawiam serdecznie ich i ludzi w dredach, którzy tak fajnie się bawili). Bo ja to był ten chłopak, który tańczył w czarnej "bejsbolówce".
Teraz siedzę przed pustą kartką i myślę o czym mógłbym Wam napisać, ale to już w następnym odcinku, czekam na Was, hej!
P.S. Jestem, czuję, żyję, kocham i wiem, że z Castingu mam pamiątkę, zdjęcie, które Wam pokażę. Bo tak jest EXTRA. Do następnego odcinka, napiszę do Was. Fajnie, że już widzę to w necie, na blogu!
Aha i jeszcze jedno. Smalec kosztuje 2 złote, a ja mam 6 złotych na godzinę. Zwykły chłopak z Pabianic. Adam. Tak jest fajnie, myślę, że nieźle u mnie. EXTRA, cześć! Tak dobrnąłem do końca mojego listu, czekam na Was w necie, tylko czy to ktoś przeczyta, czy ktoś to ku... przeczyta? Tylko jak to teraz będzie? Tak się dzisiaj robi SUKCES. Spoglądam na telefon i jest 22:42 a ja o 15:00 byłem u tej laski, na tym świecie to już naprawdę koniec, ale jeszcze o mnie usłyszycie. Najlepszy to był ten numer, za którym tak chodziłem, ale co musiałem przeżyć ten rynek, żeby go przeżyć ten łuk brwiowy, ale teraz to do następnego odcinka cześć!
Ja wiem! Wiem, że to się mogło spodobać. To było show, widziałem ich na tej sali, oni byli w szoku i tak miało ku... być, super. Hej!
Bo miało być tak i tak zrobiłem, jak nie oddzwonią to nie wiem czego oni szukają. Może oddzwonią... Chciałbym. A jeszcze sen, bo on właśnie mi się przyśnił. Na razie jest to już rano i piszę co czuję, a czuję wszystko i wiedziałem, że wylądowałem rano na telefonie spoglądam - 10:05 a ja się czuję, że zdobyłem całą koronę ziemi. Jest teraz, kończy się ten numer, który pokazałem, wyszukałem go z pośród tych płyt. Fajnie! a wczoraj o 15:00 jeszcze nic nie wiedziałem, bo wszystko miałem jeszcze głęboko w serduszku. Może kiedyś chciałbym poczuć się prawdziwym ojcem, bo nie mogę?! Bo dziewczyna jest skreślona!
Z pozdrowieniami dla całego Manhattanu w Pabianicach. Dla moich ziomków. Bo my musimy trzymać się razem.
nr tel. 795 893 567.
Oceń artykuł:
  • Aktualna ocena 2/5 gwiazdek.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Średnia ocena: 5.00 (ilość głosów: 3)

dodaj swój komentarz Komentarze (2)

Autor *

(gość portalu)

Tytuł *

Treść *

Kod z obrazka *

* pola obowiązkowe
Komentarze dodawane przez gości portalu (użytkownków niezalgowanych) zanim zostaną opublikowane muszą zostać zaakceptowane przez moderatora.
Jeżeli chcesz, aby Twój komentarz był widoczny zaraz po wysłaniu zaloguj się.
Jeżeli nie masz jeszcze konta w naszym portalu zarejestruj się.
pozdro dla adama

Adam zaje**sty list gdy mi go wczoraj pokazywales nie mialem czasu go przeczytac ale dzisiaj przeczytalem go w calosci i ze zrozumieniem pzdr...


a psychodela ty sie nie odzywaj piszesz :

"Dostań ataku na scenie - > Tłumacz się takim układem tanecznym xD"
co ty mozesz wiedziec o tym chlopaku jest chory przezyl w swoim zyciu ciezkie chwile

a co do JANA PAWLA to nie masz szacunku do terj osoby..

pozdro ADAM

2012-01-20 (13:52)
~ziom ADAMA
IP: XXX.XXX.87.197
psychodela

Dostań ataku na scenie - > Tłumacz się takim układem tanecznym xD

Ale z Jana Pawła III największego Pedofila to smiecham jak pokurwion`d xD

2012-01-12 (18:21)
wykop_pl